Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skryptorium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skryptorium. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 marca 2024

Co z tym orłem? Malowanie wczesnych Piastów.

    Przez wysokie skały, leciał orzeł biały (…) bardziej zwapniała część czytelników bez problemu rozpozna ten krótki wierszyk nagminnie wpisywany w dzieciństwie do pamiętników. Do wyboru były jeszcze: ucz się ucz bo nauka…i na górze róże na dole fiołki (…) lub o zgrozo, Fiku miku i już jestem w pamiętniku. No dobra bo jak zwykle mnie trochę poniosło. O czym to ja miałem pisać? A no tak: o Piastach, herbach i ptakach ze szczególnym uwzględnieniem orła, a zwłaszcza białego.


pyt


    O
d jakiegoś czasu na naszej sagowej scenie, za sprawą chłopaków ze stowarzyszenia Weles, pojawiła się frakcja pierwszych Piastów. I super. Bo naprawdę jej brakowało. Jak większość z Was wie, zbudowana jest ona na krucjatowym bordzie Książąt Wschodu, a jej oficjalny debiut nastąpił na ostatnim GMP. Odtąd jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać nowe armie piastowskie i pojawił się dylemat jakich figurek użyć i jak je malować? O ile z figurkami poszło w miarę dobrze- wiadomo szłom wielkopolski, kolcza lub dyskusyjna lamelka, tarcza okrągła lub wzorowana na tarczy szczecińskiej, czyli taki ilustracyjny klasyk i mamy drużynników, że aż strach- o tyle z malowaniem nie było tak różowo. Bo choć zdobne w orły i mieniące się bielą i czerwienią figurki wyglądają bajecznie, sycąc nasze oczy i dusze, to niestety nie mają nic wspólnego z prawdą historyczną. Jak wiec to drzewiej z tym orłem bywało? Spróbujmy się temu przyjrzeć.


Spłynął wolno przez ciche powietrzne ogromy,

usiadł na skale, złożył skrzydła ciemnopłowe,

pierś odął, dziób podnosząc, wcisnął w barki głowę,

i siedział zadumany, wielki, nieruchomy. (…)

 Dodałbym do tego opisu orła pana Kazia Przerwy-Tetmajera jeszcze: groźny, dumny, szlachetny i budzący respekt. Spadający na karki wrogów niczym grom z jasnego nieba-symbol władzy i siły.
I pewnie to między innymi te cechy spowodowały, że orzeł jednym machnięciem skrzydeł wleciał w symbolikę imperium rzymskiego, co w połączeniu ze starotestamentową tradycją, gdzie był nośnikiem cech nikczemnych i negatywnych, znacznie opóźniło transmisje jego symbolu jako znaku „herbowego” w obrębie chrześcijaństwa. Bowiem chrześcijaństwo podchodziło do orła bardzo nieufnie. Na tyle nieufnie, iż po upadku Rzymu orzeł praktycznie znika ze sceny, nie wychylając swojego dziobu z gniazda, do czasu odnowienia idei cesarstwa przez Karola Wielkiego. Przywrócony do łask opływa w nie do czasów dzisiejszych.

A jak to wyglądało na naszych ziemiach? Zakłada się, iż pogańscy Słowianie w jakiś sposób czcili orła, ale nie nabrał on cech symbolu całej społeczności. (wykopaliska na Wolinie- znalezione kości bielika wraz z amuletem w formie ptaka – XI w. oraz kaptorga z drugiej połowy X w. znaleziona w Gdańsku -zdobna w lewy profil ptaka – prawdopodobnie jest to orzeł, tu interpretowany jako symbol związany z kultem św. Wojciecha).

 

Denar Chrobrego
Denar Bolesława Chrobrego. Rok około 1000-1013. fot z internetu

    Kurczak, Orzeł, Paw. Jedna moneta a taki tłok.

Kogo i kiedy zaprosił nasz Bolek I Chrobry na kwadrat do Gniezna, pisać chyba nie trzeba, ale przypomnę na wszelki wypadek, gdyby kogoś męczyła chwilowa amnezja, czy też inaczej na pamięci swojej słabował. Rok 1000 i zjazd w Gnieźnie, na którym to nasz książę pokazał cesarzowi Ottonowi III miedzy innymi ptaka -na monecie, a w zamian dostał włócznie i diadem. Widać od razu między nimi zaiskrzyło i umyślili sobie, iż odtąd razem będą robić politykę przez duże P, co za tym idzie urządzą Europę tak, że mucha nie siada i pomiłuj Panbu. Co z tego wyszło nie jest tematem naszych dociekań, więc skupmy się na tym książęcym ptaku. Pękaty brzuch zdobny w kilka kropek, na głowie patrzącej w lewo (prawo dla oglądającego) trzy kreski, ogon wachlarzowaty rozcapierzony, łapy kurze. Co to za ptak?  O… napisano na ten temat już niejedną rozprawę naukową, a pewności wciąż brak.
Są trzy tropy: kurczak, orzeł i paw.
Pierwsza z nich właściwie jest odrzucana zaraz na początku i choć można się w tym przedstawieniu dopatrywać zadziornego galijskiego kuraka lub swojskiego głuszca czy cietrzewia to koniec końców ta teza się nie broni.
Zostaje zatem orzeł i paw. Tu sprawa nie jest taka prosta. Orzeł, jako atrybut św. Wojciecha, którego postać i legendę tak bardzo lobbował wtedy Bolesław Chrobry, świadomy potrzeby posiadania własnego świętego najlepiej w formie relikwii, pasuje tu jak ulał.  No i jakie piękne nawiązanie do czarnego orła cesarstwa. Czyżby spryciarz Bolesław właśnie w ten sposób chciał pokazać cesarzowi, iż nie wypadł sroce spod ogona i że są równymi graczami? Bo późniejszą Długoszową opowiastkę jakoby cesarz naznaczył białym orłem Chrobrego w myśl zasady: ja jako czarny orzeł władam ludami germańskimi, a ty orzeł biały przewodzić będziesz słowiańszczyźnie, możemy między podobne opowiastki wsadzić. Podobnie jak znaną legendę o trzech chłopakach Lechu, Czechu i Rusku. Rozważając opcję orła, nie zapominajmy również o tym, że o tyle o ile na początku chrześcijaństwu z orłem było nie po drodze, to po pewnym czasie ptak ten przysiadł na samym szczycie panteonu symboli chrześcijańskich, stając się atrybutem  św. Jana Chrzciciela, symbolem św. Jana Ewangelisty oraz symbolem samego Jezusa Chrystusa.

czeski Denar
czeski denar z ptakiem. Rok około 1000. fot z internetu


No dobrze a co z pawiem?
To teraz najbardziej promowana naukowo ptasia opcja. Paw jako chrześcijański symbol nieśmiertelności i życia wiecznego kojarzony jest z majestatem i nieskazitelnością. W okresie wybicia monety to właśnie pawie były ptakami królewskimi symbolizującymi majestat cesarski w Bizancjum.  Te cechy sprawiają, że większość badaczy skłania się do  takiego interpretowania przedstawienia ptaka z denara. Oczywiście nie wyssali tego z palca ani nie wywiedli tych tez patrząc na wygląd przedstawiony na monecie, przemawiają za tym liczne badania naukowe, których nie będę tu przytaczał bo ani to czas, ani miejsce. Co bardziej dociekliwych odsyłam do literatury przedmiotu. Szeroko o tym pisali S. Russocki, S. Suchodolski i B. Paszkiewicz. Jak już pisałem wcześniej obecny stan wiedzy nie pozwala arbitralnie stwierdzić która ptasia opcja jest tą opcją prawdziwą. Niestety wygląda na to, iż stan ten w najbliższych latach nie ulegnie większym zmianom.

 Skoro tak i skoro mogę w miarę bezkarnie wybrać jednego z nich, to osobiście stawiam na orła. Sami powiedzcie, kurak jakiś taki rosołowy, a paw to już w ogóle źle mi się kojarzy. Pamiętaj nygusie masz być orłem, a nie strusiem(…) śpiewa pan Bukartyk i coś w tym jest. Orzeł to…orzeł.

    Któregokolwiek z ptaków ten moneciany gryzmoł przedstawia, w świetle naszej sprawy ważne jest to, iż był to jednorazowy ptasi wyskok i że po tym incydencie symbol ten zanika na około 150 lat. Zanika czyli nie jest poświadczony przez żaden, rocznik, kronikę, pieczęć czy inne źródło historyczne. Czy to oznacza, że w tym okresie, nie znajdziemy nigdzie na naszym terenie przedstawień orła?
Są i to nawet sporo. Ale nie są powiązane z osobą władcy i nie spełniają warunku znaku rodowego.
Pierwszy jaki przychodzi mi na myśl to drzwi gnieźnieńskie gdzie w scenie XV został przedstawiony wizerunek ptaka. Czy jest to orzeł? Nie wygląda, ale wiemy, że to właśnie orzeł jest atrybutem św. Wojciecha więc raczej orzeł.

Drzwi G
Drzwi gnieźnieńskie kwatera XV. fot z internetu

Następnego orła znajdziemy na rewersie denara Władysława II Wygnańca z około 1145r. Tam orzeł spada z nieba prosto na uciekającego zająca. Symbolizuje tu zwycięstwo dobra - prawdy nad złem, odwagi nad tchórzostwem. Oraz na denarze z orłem przypisywanemu Kazimierzowi Sprawiedliwemu wyemitowanemu prawdopodobnie pod koniec jego panowania.

 

denar Ww
Denar z orłem i zającem Władysława II Wygnańca. fot z internetu



Den z orłem
Denar z orłem Kazimierza Sprawiedliwego. fot. z internetu

Wspomniane wcześniej kaptorgi. Jedna, wcześniejsza z Gdańska i druga późniejsza bo z przełomu X-XI w. z cmentarzyska w Bodzi.

kg
gdańska kaptorga z orłem lub gołębiem. fot internet



kb
Kaptorga z Bodzi. fot internet

Orzeł z portalu z kolegiaty w Tumie pod Łęczycą (kto nie był to polecam -obok piękny skansen i odrestaurowany gród, a rzut beretem zamek w Łęczycy. Kawałek dalej piękny Nieborów z romantycznym parkiem i pałacem.) przysiadł na kapitelu zewnętrznej kolumny romańskiego portalu w roku około 1150-1160 i siedzi tam do dnia dzisiejszego.

 

por tum
Romański portal w Tumie pod Łęczycą. fot. internet

Następnym takim związanym z architekturą sakralną przedstawieniem jest zwornik w koprzywnickim kościele św. Floriana w opactwie cysterskim, datowany na około 1200r. Tu orzeł już zaczyna przypominać kształtem późniejsze, heraldyczne,  przedstawienia tego ptaka jakie znajdziemy na późniejszych tarczach piastowskich książąt.

 

z kop
Zwornik z orłem w koprzywnickim kościele. fot. internet

Dopiero w XIII w. orzeł dumnie niczym paw, wkroczył na tarcze piastowskie. Rozpostarł skrzydła, zwrócił głowę w prawą stronę (lewą dla oglądającego), strzepał pióra i zastygł w tej pięknej heraldycznej pozie spoglądając troskliwym okiem na dziejów naszych koleje. Dodam jeszcze, iż pierwszym który wpuścił go na swoją tarczę był prawdopodobnie książę Kazimierz I panujący w Opolu, a był to rok 1222-1230. Potem poszło już lawinowo. Były co prawda pewne odstępstwa np. kujawska hybryda Łokietka czy czarne śląskie orły z półksiężycem. Ale to już całkiem inna historii warta osobnego wpisu. Jeśli chcecie takowy przeczytać, dajcie znać w komentarzach, albo lepiej naukowe opracowania poczytajcie, a nie moje bajdurzenia.

 

pko
pieczęć Kazimierza I Opolskiego. rys domena pub.

Okres w którym nasz bohater- orzeł pojawia się na tarczach, czyli wiek XIII to czas reprezentowany w naszej grze przez podręcznik ery Krucjat, co za tym idzie nijak nam wsadzać ptaka na tarcze i chorągwie wczesnych Piastów. Jak ich więc malować? Osobiście polecałbym aby podobnie do innych armii ery wikingów. Kolory stonowane ziemiste, na tarczach pasy szachownice itd. unikając symboli pogańskich, chyba że robimy armię poprzedzającą naszego pierwszego króla. Jeśli ktoś musi to dowódcy namalowałbym orła z Bolesławowego denara   A co się stanie jak sobie pomaluje orła spytacie? A nic się nie stanie, poza tym że będzie trochę śmiesznie wyglądało. Tak jakbym swojego komtura Hermana pomalował w barwach niemieckiej panzerwaffe, z charakterystycznym krzyżem i symbolem pogańskim.  To Niemiec i to Niemiec, a te kilka lat różnicy… a prawie się udało nie wspominać o Hermanie.

Tamtaradej!

 



poniedziałek, 26 lutego 2024

Kamienna baba prosto z Prus czyli rodzime znaczniki do gry Saga i nie tylko.

     Siedzę sobie cichutko zamyślony przy swoim modelarskim blacie z przyjemnością wodząc wzrokiem, raz to na sporych rozmiarów kufel od Karczmarza, w którym to małe wesołe banieczki urządzają sobie ciągłe wyścigi w pysznym złocistym płynie, raz to na okno,  za którym wiosna już rozpoczęła swoje coroczne przepychanki z zimą. Jest miło
i błogo, a jedyna myśl jaka w tej chwili kołacze mi się po głowie to – chwilo trwaj.
Poddawszy się temu nastrojowi już prawie bez reszty zatraciłem się w tej harmonii bezwiednie stając się tym płynem, wiosną, słodkim bezmyślnym trwaniem, gdy nagle wyrwał mnie z zadumy, dobiegający z pudełka na figurki, chrapliwy głos komtura Hermana – Baby! Gdzie te baby?!
- Jakie znowu baby!- spytałem poirytowany- A w ogóle to od kiedy ciebie interesują baby? Myślałem, że reguła zakonna już dawno zawiązała ci interes na supeł – zażartowałem.
Herman żachnął się, zamachał rękami i rozszwargotał się na dobre -Nie baby, tylko baby ale pruskie, czyli chłopy! Chłopy baby!
-  Uśmiechnąłem się serdecznie gdyż przypomniałem sobie podstawowe zasady postępowania z wariatami. -Chłopy baby powiadasz – rozpromieniłem się jeszcze szerzej
i powoli odsunąłem się na bezpieczną odległość.
Herman widząc to, poczerwieniał jeszcze bardziej, a mus Wam wiedzieć że raptus to
i gwałtownik okrutny i wyryczał z prędkością karabinu maszynowego m42 - Baby! Nie kobiety, tylko takie baby z kamienia!!! Verstehst du oder soll ich es dir auf Deutsch erklären?!!- wycharczał.
– O nie nie!- zagrałem na czas – po co te nerwy? Zobacz już wiosna na karku, zaraz ruszysz w pole na jedną z twoich ulubionych rejz. Powyrzynasz trochę pogan to ci przejdzie złość
i fluidy ci się rzucać nie będą.- powiedziałem najbardziej łagodnie jak potrafiłem -a teraz spokojnie wytłumacz o co ci chodzi z tymi babami.
-O św. Stefanie – westchnął komtur- nie baby tylko kamienne posągi w Pomezani, Galindii
i okolicznych krainach, które wkrótce schrystianizujemy. Miałeś przygotować je jako znaczniki do gry.- już całkiem spokojnie przypomniał Herman i usiadł poprawiając uprzednio swój komturski płaszcz zdobny w czarny krzyż ciut większy niż pozwalała na to reguła zakonna.
- Aaaa to o to ci chodzi. Przez cały czas mówiłeś o antropomorficznych posągach znajdowanych na pomorzu zwanych babami. - powiedziałem. Komtur tylko pokiwał głową.
– Dlaczego nie mówiłeś od razu, że o to ci chodzi? Po co te szarady? – tym razem komtur nie wydał z siebie żadnego dźwięku ale w jego oczach na chwilę pojawiło się coś bardzo, bardzo złego. Coś co na myśl przywodzi szczęk oręża i huk pożarów oraz powoduje zimne ciarki na plecach.
-Oczywiście. Zrobię ci je bezzwłocznie – wyszeptałem  wystraszony i delikatnie zamknąłem wieczko pudełka na figurki.  

Baby pruskie miniatury


     Całe to zamieszanie i nieporozumienie z komturem wyniknęło ze złej interpretacji słowa baba. W tym przypadku musimy się nieco zagłębić znaczeniowo, gdyż potoczne rozumienie słowa baba wyprowadzi nas tylko na tzw. manowce. Tak to już z tymi babami bywa. Tak też było i tym razem.

Stara baśń
Kadr z filmu Stara baśń. Pomnik łudząco przypomina 
 kamienną babę z Barcian.


W XVIII- XIX w. przekazach ludowych te antropomorficzne posągi datowane na XI-XII w. zachowały się jako przedstawienia dziewczyn (nie zawsze, jest kilka męskich interpretacji) zaklętych w kamień, najczęściej przez własne matki. Czy to przypadkiem złorzecząc, czy też celowo i rozmyślnie. Ale nie czas i miejsce teraz bajać o legendach obrosłych wokół tych dosyć licznych wczesnośredniowiecznych posągów. Jeśli ktoś chce zgłębić to zagadnienie dokładnie, polecam pracę zbiorową pod redakcją Jerzego M. Łapo i Grzegorza Białuńskiego pod tytułem „Pruskie Baby Kamienne”  a w niej artykuł Seweryna Szczepańskiego dokładnie opowiada o tym zagadnieniu. Kto chce niech czyta.
My zaś wróćmy do naszego wątku. Baba – odnośnie do tych przedstawień to nic innego jak zapożyczony z języków kultur stepowych – Przodek. I właśnie do takiej interpretacji tego słowa skłania się lwia część badających te rzeźby.
Czyli to posągi przodków? Wygląda na to, że tak i to w dodatku mężczyzn. Zakłada się również, iż mogły to być rzeźby stawiane dla upamiętnienia jakiegoś lokalnego bohatera, kapłana, by ten w podzięce za pamięć nadal opiekował się i pomagał danej społeczności.
Co ciekawe, zgłębiając zagadnienie spotkałem się też z przypisywaniem tych pomników,
nie komu innemu, tylko Zakonowi Krzyżackiemu. Miały one usprawiedliwiać ich podboje niezbicie świadcząc o pogańskości ziem podbijanych. Choć zgodna z lisim charakterem działań zakonu, jednak teza ta wydaje się być najmniej prawdopodobna i na obecnym etapie badań trudna do obronienia.


Mapa rozmieszczenia bab pruskich
Mapa rozmieszczenia kamiennych antropomorficznych posągów
https://histmag.org/Baby-pruskie.-Tajemnicze
-sredniowieczne-posagi-MAPA-21903

    Jak wyglądały owe baby?
Były to pomniki wykonane z kamienia, który najprawdopodobniej już wcześniej przypominał kształt ludzki. Najczęściej wielkości 1-1,7m z wyraźnie wyodrębnioną głową
i zaznaczonym korpusem. Przedstawiają one mężczyzn, na co wskazują schematycznie rzeźbione brody i wąsy. W podobnie schematyczny sposób przedstawiane są liczne artefakty, najczęściej róg do picia (prawie na każdej babie) i uzbrojenie hełmy, tarcze i miecze. Można też doszukać się elementów stroju i ozdób pozwalających datować ich powstanie na okres między XI-XII w.

baba z Barcian
Baba z Barcian ustawiona na dziedzińcu
zamku olsztyńskiego
Autorstwa Margoz - Praca własna,
 CC BY-SA 4.0,
https://commons.wikimedia.
org/w/index.php?curid=4491186

baba z Barcian miniatura
Baba z Barcian w miniaturze

Hmm…zamyśliłem się. Herman von Oppen, ten stary Krzyżak,  ma tym razem racje. Rzeźby te, jak żadne inne, nadają się na tak potrzebne znaczniki do gry Saga. I co więcej, bez problemu będą pasować do armii reprezentujących frakcje pogańskie (jako posągi trącające o sacrum), jak i do armii chrześcijańskich, jako np. słupy graniczne (w tym charakterze były wykorzystywane przez Krzyżaków w okresie XIII w.) lub jako symbole pokonanego pogaństwa.
Muszę przyznać, że nieźle to sobie wykoncypowałeś ty chytry Krzyżaku- powiedziałem pod nosem i zabrałem się do pracy.
-Ja, ja- dobiegło z pudełka na figurki.



baba z Susza/Nipkowia miniatura
Miniatura baby z Susza/Nipkowia

baba z Susza/Nipkowia
Baba z Susza/Nipkowia
https://archeologia.pl/baby-pruskie/

    Postanowiłem wykonać miniatury trzech różnych bab pruskich. A mianowicie najbardziej reprezentacyjnej baby z Barcian, baby z Susza/Nipkowa i baby
z Mózgowa/Laseczna.

Na początku sporządziłem sobie gipsowe „kamienie” w kształcie ludzkim, a że wiedziałem jakie baby będę chciał skopiować to od razu nadałem im odpowiednie wymiary. Potem za pomocą ostrego noża, dłutka i lancetu….. no właśnie jak to najlepiej opisać. Myślę,
że najlepiej oda to anegdota dotycząca Michała Anioła, który zapytany o to jak rzeźbić, odparł beztrosko, iż to wcale nie jest trudne. Wystarczy usunąć te części kamienia, które nie są w rzeźbie potrzebne. Tak też, raczej mniej niż więcej zrobiłem. Teraz jeszcze malowanie podstawki i znaczniki/ozdobniki  sagowego stołu bitewnego gotowe.

Baba z Mózgowa/Laseczna
Baba z Mózgowa/Laseczna
Autorstwa Pumeks - Praca własna,
CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.
org/w/index.php?curid=8340078

Baba z Mózgowa/Laseczna miniatura
Baba z Mózgowa/Laseczna miniatura

    Jeśli dotarłeś do tego momentu, drogi czytelniku, to jestem z ciebie prawdziwie dumny
i dziękuje Ci za to żeś wytrzymał i z nudów nie zasnął.  Mam nadzieję, że ta skromna garść podstawowych informacji o tych reliktach czasów dawnych, przyda Ci się kiedyś
i że w pewien sposób ubogaci Twoją przygodę z tą piękną grą bitewną, jaka bez wątpienia jest Saga.  A gdybyś zapragnął posiadać takie znaczniki u siebie to wspomnę, iż już wkrótce powinny się pojawić w asortymencie Kuźni Goblina z którą „Tęgie Granie” rozpoczyna
- mam nadzieję owocną współpracę. Szybszą opcją będzie wzięcie udziału w najbliższym turnieju sagi pt. III Kędzierzyńsko-Kozielskie Meeeee-lee. Oblężenie grodu Koźle, na którym każdy uczestnik otrzyma komplet wykonanych przeze mnie  miniaturowych bab pruskich.

Tamtatadej.

środa, 20 września 2023

Herman co Prusom się nie kłaniał.

 



Ogromniem rad z Twej wizyty czytelniku i cieszę się wielce, żeś nie bacząc na trudy i wszechobecny pośpiech, znalazł trochę czasu i zaszedł do mojego skromnego skryptorium. Rozsiądź się wygodnie i czytaj do woli, a gdy przeczytasz daj znać czy to, coś przed chwilą widział, było interesujące i czy kierunek którym obrał w tym poście, jest ciekawym i pożądanym. Będzie to bowiem post trochę inny od reszty, gdyż nie znajdziesz tu opisu modelarskich wyczynów ani sagowych perypetii. Będzie to post trochę w stylu: „a teraz coś z zupełnie z innej beczki”.

Od dłuższego czasu już opisuję, głównie na facebooku, przygody dowódcy mojej krzyżackiej armii czyli elbląskiego komtura Hermana von Oppena. Przedstawiając go w krzywym antropomorficznym zwierciadle moich postów, rysuję go jako bezkompromisowego dowódcę moich sił zakonnych często wspomaganych pomocniczymi armiami krzyżowymi. Nadane mu w celach uatrakcyjnienia i ubarwienia moich opisów cechy charakteru to tylko moja licencja poetica i zapewne sporo mijają się z prawdą. Ale czy na pewno? Spróbowałem to ustalić.  A, że nie jestem historykiem i mój warsztat w tym zakresie jest dosyć skromny to było to zadanie dosyć karkołomne. Czy się udało? Na to pytanie musisz odpowiedzieć drogi czytelniku, sam.

Herman von Oppen
Komtur Herman von Oppen szarżujący na fotografa.

Na początku opowiem dlaczego w ogóle pan Herman. Trochę przez przypadek, a trochę z rozmysłu. Gdy wciągnąłem się w system Saga od razu wybrałem Krzyżaków jako swoją główną armię. Dzieje tego zakonu interesują mnie i rozgrzewają moją wyobraźnie od dawien dawna, więc nawet nie sprawdzałem czy to w ogóle grywalna armia i czy na stole sprawdza się tak samo, jak sprawdzała się w świecie realnym. Teraz nadszedł czas na dowódcę. Ponieważ  Saga to gra z luźnym podejściem do historyczności pozwoliłem sobie na pewne nieścisłości w doborze mojej kadry. Zresztą gra nie wymaga od nas poszukiwania postaci rzeczywistych i odszukiwania ich w zakamarkach historii. To moja chęć nadania jej głębszego wymiaru popchnęła mnie do tego zadania.  Przyjemnie mi grać wiedząc iż figurki na stole to swoiste avatary realnych postaci z przeszłości. Tak więc szukałem kogoś z okresu końca XIII lub początku XIVw. bo wtedy zakon w Prusach był już potężnym państwem, a jako że tereny Warmii i Mazur są bardzo bliskie mojemu sercu to nie chciałem odtwarzać armii krzyżackiej z okresu walk w ziemi świętej. I tu pojawił się Elbląg ze swoim komturstwem. W tamtych czasach był to bardzo silny ośrodek zakonny w którym przebywało nawet do czterdziestu dwóch braci, gdy w innych konwentach zazwyczaj ich liczba nie przekraczała dwunastu. Teraz pozostało sprawdzić tylko kto był komturem elbląskim w tym okresie i sprawa załatwiona. Niby takie proste ale gdybym w swoich poszukiwaniach nie natrafił na Studium prozopograficzne Norberta Delestowicza: „Bracia zakonu krzyżackiego w Prusach (1310-1351)” nie była by to dla mnie sprawa taka łatwa jak mogła się wydawać. Na szczęście udało mi się nabyć tę pozycję i znalazłem w niej większość odpowiedzi na moje pytania. Na resztę natrafiłem podczas lektury : „Dzieje zakonu krzyżackiego w Prusach: Mariana Biskupa i Gerarda Labudy oraz w pozycji „Wojny Polski z zakonem krzyżackim 1308-1521” Mariana Biskupa no i oczywiście internetu.

zamek wysoki elbląg
Makieta elbląskiego zamku wysokiego.
http://www.znaczki-turystyczne.pl/znaczkowe-miejsca-turystyczne/elblag-stare-miasto-c683

Stare miasto Elbląg
Makieta starego miasta w Elblągu.
http://www.znaczki-turystyczne.pl/znaczkowe-miejsca-turystyczne/elblag-stare-miasto-c683

Sprawdźmy zatem jak to drzewiej z panem Komturem bywało. W pozycji pana Norberta Delestowicza na stronie 220 znajdziemy krótki opis naszego bohatera, który pozwolę sobie tutaj zacytować:

„Herman von Oppen (Herman, Hermannus, Herman Sachsze, Hermanus Saxo, Herman von Oppin). Po raz pierwszy brat ten jest wzmiankowany jako wicekomtur Elbląga od 24 czerwca 1314 do 28 sierpnia 1320 roku. W tym czasie w źródłach występuje jako Herman Saxo. Jest najpewniej tożsamy z Hermanem von Oppen, który sprawował funkcję komtura elbląskiego od 8 listopada 1320 roku aż do swojej śmierci 27 września 1331 roku, kiedy to poległ w bitwie pod Płowcami. Ponadto od 14 lutego 1327 roku do swojej śmierci pełnił jednocześnie urząd wielkiego szpitalnika.
Ustalenie nazwiska Hermana sprawiło w historiografii trochę problemów. J. Voigt nazwał wspomnianego brata Hermanem von Oettingen. Tym tropem podążył również  G. A. von M
ülversted. Herman sam siebie nazywa w wystawianych dokumentach tylko z imienia. Podobnie zapisany jest w Kronice Piotra z Dusburga i Kronice oliwskiej oraz u Dułgosza. Natomiast u Mikołaja z Jeroschina występuje jako Herman von Oppin. Podobnie nazywa go Wigand z Marburga, dopowiadając, że był nacione Saxo.
W wyniku badań, przeprowadzonych przez. Scholza zostało ustalone, że Herman pochodził z rycerskiej rodziny von Oppen (badacz używał formy von Oppin) osiadłej niedaleko miasta Bad Belzig. Część rodziny wyemigrowała do Prus, gdzie są poświadczeni od XIV wieku. W pruskiej prowincji zakonu jest obecny w I połowie XIV wieku również Otto von Oppen, który nie zrobił już takiej kariery  jak jego krewniak.”

komtur
Komtur powraca zadowolony po udanej szarży na fotografa

O ile, jak pisze pan Norbert, ustalenie nazwiska Hermana przysporzyło historiografom trochę problemów, to mnie prawie sparaliżowało, ponieważ mrowie jego nazw wpływało bardzo destrukcyjnie na moje poszukiwania, a brak naukowo-historiograficznego warsztatu doskwierał jak nigdy dotąd. I dopiero to jedno zdanie traktujące o tym jak nazywał Hermana J. Voigt, poukładało mi większość puzli. W wielu pozycjach nasz bohater występuje bowiem jako  „von Oettingen”. Sam pan Marian Biskup szeroko rozpisuje się o działalności Hermana nazywając go właśnie w ten sposób.
No to mam cię bratku, pomyślałem i z zapałem zabrałem się do dalszych poszukiwań jego poczynań.  
Mniemam, iż Herman już jako człek młody musiał zdradzać predyspozycje do piastowania ważnych urzędów, co zaowocowało powierzeniem mu wicekomturstwa elbląskiego. Jednak jego kariera nabrała pełnego blasku dopiero po mianowaniu go na pierwszego po wielkim mistrzu, a drugiego po Bogu, w okręgu elbląskim. Jako komtur pełnił on w swoim okręgu władzę administracyjną, sądowniczą i skarbową. Pełnie władzy jednak osiągnął dopiero przybierając tytuł wielkiego szpitalnika. Nie będę się tu rozpisywał ile i jakich szpitali, miał pod sobą nasz Hermannus bo nie to jest miarą jego ważności w państwie zakonnym. Chodzi o coś zupełnie innego. Tytuł wielkiego szpitalnika, który nierozerwalnie był połączony z tytułem komtura elbląskiego, wraz w takimi szarżami jak: wielki komtur, wielki marszałek, wielki szatny, wielki skarbnik tworzył tzw. radę dostojników. Rady te, zaczęły się tworzyć mniej więcej od czasu przeniesienia stolicy zakonu do Malborka, a ich główną funkcją było doradzanie ale też ograniczanie pochopnych działań i decyzji wielkiego mistrza. Tak więc jednym susem ze zwykłego komtura, stał się jedną z ważniejszych osób w państwie zakonnym.

schemat
Schemat wg K.T. Gassa i S.M. Kuczyńskiego. Źródło:S.M. Kuczyński, op. cit., s.69
https://www.historia-wyzynaelblaska.pl/czasy-krzy-ackie.html

O! Miałem ci ja nosa do tego Elbląga! Nie tylko jedna z ważniejszych komturii to i jeszcze sam komtur to rycerz jak ta lala, a nie żadna tam cienka fitka lub inne popłuczyny. Jak wieść niesie, a źródła podają, Hermanek nasz nie tylko przyłożyć potrafił ale też i o włości zadbać umiał i obronić gdy taka potrzeba się pojawiła. A pojawiła się i to za sprawą samego króla polskiego Władysława Łokietka, który to w 1330 najechawszy ziemię chełmińską podszedł z wojskiem pod Kowalewo  Pomorskie i rozpoczął oblężenie. Oblężenie to chyba za duże słowo, gdyż koroniarze nastawieni byli bardziej na wyprawę łupieżczą niż na zajmowanie twierdz i nie mieli ze sobą odpowiedniego zaplecza inżynieryjnego. Ale lepiej o tym opowie fragment książki Piotra W. Lecha pt. „Pierwsza wojna Polsko-krzyżacka 1308-1343”, który pozwolę sobie tu przytoczyć:

"...Podszedł więc Łokietek pod zamek Kowalewo (Schonsee), broniony przez komtura Hermana von Oppen. „I dziwne stąd stały się rzeczy - relacjonuje nam Wigand - Gdyż brat Herman de Oppin tameczny komandor, rodem Sas, dzielnym umysłem na Polaków uderzył, a chociaż miasteczko było liche, nigdy bramy zamknięte nie były. Gdyż Prusacy wychodzą i po nieprzyjacielsku strzałami i pociskami na Polaków i na ich obóz uderzają. Tak z sobą walczą przez cztery dni. Piątego dnia król nie bardzo zaszczytnie odszedł". Sprawa jest zagadkowa i chyba w tym miejscu można zgodzić się z J. Ptakiem, który zasugerował, że najeźdźcy zbyt usilnie nie szturmowali tego zamku, lecz grasowali po okolicy luźnymi oddziałami, przeciwko którym Herman von Oppen czynił wycieczki z twierdzy..."

Była to pierwsza konfrontacja Herman vs Władysław i trzeba przyznać, że Krzyżacy byli tu górą, a Herman sprawił, że król odszedł niepyszny i zmartwiony.  Rok później w 1331 roku, podczas kampanii wrześniowej, mającej na celu trwałe oderwanie Kujaw od korony (swoją drogą jakby Niemcy sobie nie zrobili jakiejś kampanii wrześniowej to by byli chorzy)  jak miało się okazać, doszło pomiędzy panami do drugiej konfrontacji. Tym razem to król polski sprawił, że Herman odszedł, może nie niezaszczytnie, za to do wieczności. Tak kończy się jego kariera zakonna i schodzi z kart historii prosto do mojej skrzyneczki na figurki, gdzie sroży się i twardą ręka zawiaduje wojskiem krzyżowym i załogą zakonną.

bitwa
Straszna jest ostateczność śmierci. Jeszcze chwilę temu Herman był wysoki,
 a teraz jest już tylko długi.
Władysław Łokietek po bitwie pod Płowcami- Juliusz Kossak (ilustracja z Albumu jubileuszowego Grunwald , Warszawa 1910).
https://histmag.org/Bitwa-pod-Plowcami-wygrana-w-przegranej-13980

Pozwól, jeszcze, drogi czytelniku, że opiszę jeszcze jedną przygodę Hermana, która to wydarzyła się kilka dni przed bitwą pod Płowcami, a w której nasz bohater miast chwałą to raczej hańbą się okrywa. Tym razem damy dojść do głosu panu Marianowi Biskupowi który w książce pt. „Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521” pisze:

„Ofiarą kilkudniowej wyprawy, z której możliwością zupełnie nie liczyło się uprzednie polskie dowództwo, padło 19 września miasteczko Szadek, a następnego dnia stołeczny Sieradz nad Wartą – miasto i gród (skąd uciekła szczupła załoga polska przerażona liczebnością wroga), które zrabowano i spalono. Ocalały tylko kościoły, w których jednak krzyżaccy zdobywcy dokonali rabunku i gwałcenia chroniących się tam kobiet. W kościele dominikanów przeor Mikołaj, uprzednio przebywający w konwencie w krzyżackim Elblągu, na próżno błagał znanego mu komtura elbląskiego Hermana von Oettingena, aby oszczędził przybytek boży. W rezultacie zginąć miało kilkaset  osób w mieście, w którego rejonie spalono  16 kościołów.”

Nie musiał długo czekać na sprawiedliwość nasz komtur, nie musiał. I dobrze mu tak, że poległ, a i on się pewnie ucieszył i wielce kontent był, gdyż śmierć rycerską znalazł, a nie przez jakieś lumbago lub inną zarazę, co to można od dziewki wszetecznej załapać, a potem człowiek…ech zaraza….dużo by pisać.

Tamtaradej!